Jak Maryja
Maj. Wraz z nim nabożeństwa majowe w naszych kościołach i kaplicach. Urzekająca czarem poezji „Litania loretańska”, coraz dojrzalsza i bujniejsza wiosna, wspomnienia sięgające najpiękniejszych chwil dzieciństwa…
Polacy kochają tę modlitwę, kochają swoją Królową i Matkę. Kolejne pokolenia pełne zachwytu nad Jej wielkością i pięknem, pełne postawy zwiastującego anioła, jak w starożytnej antyfonie brewiarzowej:
Tyś cudownie zrodziła światu Zbawiciela,
Tyś sama wykarmiła Twego Stworzyciela.
Panno przedtem i potem z świata podziwieniem,
Uczczona Gabriela wdzięcznym pozdrowieniem (…).
Pojawiła się jednak wśród nas wieść, którą potwierdzały kolejne zastępy wojażujących po Europie Zachodniej: Wśród tamtejszych katolików nie ma prawie wcale „majowego”. A i po różaniec sięgają rzadko. Mało tego, krytykują naszą pobożność maryjną. Że niby sposób, w jaki Polacy czczą Maryję – uczuciowo, powierzchownie, jakoś „po pogańsku” (bogini obok Boga?), w oderwaniu od Pisma Świętego – nie pomaga w przezwyciężeniu wad narodowych. To znaczy bałaganu i lenistwa, pijaństwa i tysięcy zabójstw poczętych dzieci. Z pobożności maryjnej Polaków nic nie wynika – twierdzą. Ten kult nie wywiera wpływu na życie, na etykę, nic nie kosztuje. Jest łzawy, ale nie są to łzy nawrócenia…
Oburzamy się. Czyż racja nie jest po naszej stronie, narodu o pełnych kościołach i seminariach duchownych, narodu dającego światu Papieża, narodu będącego „obustronnym przedmurzem” chrześcijaństwa? Zanim jednak uniesiemy się świętym gniewem przeciw bezbożnemu Zachodowi, zdobądźmy się na szczyptę krytycyzmu, czy jak kto woli – pokory. Bo może w tych zarzutach coś jest?
2 lutego 1974 r. ukazała się adhortacja apostolska Pawła VI poświęcona odnowie kultu maryjnego. Nosi ona tytuł Marialis cultus i posiada jasno sprecyzowany cel: pragnie pomóc uczniom Chrystusa w pogłębieniu pobożności i znalezieniu w niej właściwego miejsca dla pierwszej chrześcijanki, jaką była Maryja, Matka naszego Pana. Adhortacja ta jest przedłużeniem nauki Soboru Watykańskiego II na temat miejsca Matki Najświętszej w kulcie chrześcijańskim. Historia Kościoła zna teksty donioślejsze na temat problematyki maryjnej (np. sformułowania dogmatyczne, mariologiczny rozdział VIII Konstytucji dogmatycznej o Kościele ostatniego soboru). Nigdy jednak – ani przedtem, ani potem – Kościół nie ogłosił tak bogatego, wnikliwego i praktycznego dokumentu na temat prawidłowego kształtu pobożności maryjnej.
O. St. Celestyn Napiórkowski, profesor KUL, od lat prowadzi i propaguje studia nad Marialis cultus. W jednej ze swoich opublikowanych konferencji w ten sposób streszcza zasadnicze wnioski Pawła VI, dotyczące maryjnej pobożności chrześcijanina:
„1. Przeżywać Tajemnicę Boga jak Maryja,
2. Przeżywać Tajemnicę Chrystusa jak Maryja,
3. Otwierać się na Ducha jak Maryja,
4. Słuchać Słowa Bożego jak Maryja,
5. Zdumiewać się Bogiem jak Maryja,
6. Być matką duchową jak Maryja,
7. Składać ofiarę (kochać ofiarnie) jak Maryja,
8. Być pobożnym jak Maryja”.
Rzeczą najbardziej charakterystyczną tego zestawienia papieskich wskazówek, powtarzającym się refrenem, są słowa JAK MARYJA. I tak, idąc za myślą Pawła VI i sugestiami o. Celestyna Napiórkowskiego, dochodzimy do sedna sprawy. A mianowicie, mamy w Polsce dobrze rozwiniętą maryjną pobożność „dwuliterową” – modlimy się DO Maryi. Ta modlitwa, wrośnięta głęboko w duszę narodu i wydająca wiele pięknych owoców, podoba się Bogu i Matce Najświętszej. Ale cierpimy chronicznie na brak maryjnej pobożności „trzyliterowej” – JAK Maryja, na wzór Maryi. Pisze o. Celestyn: „Pobożność DO Maryi jest łatwiejsza, pobożność NA WZÓR Maryi – potrzebniejsza i – niestety – bardziej zaniedbana. Trzeba ją odkryć – w sobie, w ruchach i wspólnotach odnowy, w wychowaniu do chrześcijaństwa i pobożności maryjnej. Taka jest wola Kościoła”.
Czyż krytycy naszej polskiej pobożności nie mają, przynajmniej częściowo, racji? Czyż naród czczący w Maryi swoją Matkę i Królową, tę, którą Ewangelia przedstawia jako przyjmującą życie dziecka w swoim łonie w sposób absolutnie posłuszny wobec Bożej woli, jako cierpliwą, stałą i zapracowaną w mało efektownej ciszy Nazaretu, jako bezwzględnie wierną aż po Golgotę – może nie posiadać tych samych cech w repertuarze swoich cnót narodowych??? A sami wiemy, jak jest…
W majowe wieczory, wołając DO Maryi, uczmy się żyć JAK Maryja. W tej syntezie tkwi tajemnica zdrowej pobożności maryjnej.
Ks. Jerzy Szymik
Artykuł pochodzi z książki ks. Profesora pt. Kocham teologię! Dlaczego?