Wieczne biesiadowanie

„Oto stoję u drzwi i kołaczę: jeśli kto usłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze mną” (Ap 3, 20).

Słowa te ukazują proces tworzenia się relacji między Zbawicielem a człowiekiem. Tym, który inicjuje tę relację jest Chrystus. Stoi On przed drzwiami do naszego wnętrza i puka w nie. Nieco paradoksalne jest zestawienie tych dwóch czynności. Stanie oznacza bowiem postawę bierną, jakby wyczekującą czegoś. Pukanie natomiast jest czynnością dynamiczną, oznacza dobijanie się, dążenie do spotkania z tym, kto jest za drzwiami. Ukazanie Chrystusa, który stoi i kołacze pokazuje z jednej strony Jego wielki szacunek dla wolności człowieka. On stoi, nie wchodzi z butami do naszego życia, ale jednocześnie puka, dając tym do zrozumienia, że chciałby zostać zaproszony.

Przecież Chrystus jest Bogiem Wszechmocnym, czy nie mógłby jednym energicznym ruchem nogi rozwalić drzwi i wejść? Oczywiście, że mógłby. Jednak nigdy tego nie zrobi, bo kocha człowieka. Pragnie zostać wpuszczonym. Chce uczestniczyć w życiu każdego człowieka, dlatego puka. Drzwi, o których mowa w tym fragmencie są wyjątkowe. Mają klamkę tylko z jednej, wewnętrznej strony. Tylko osoba znajdująca się po drugiej stronie może otworzyć te niezwykłe drzwi.

Człowiek chcąc wejść w relację z Chrystusem również musi wykonać dwie czynności. Pierwsza to usłyszeć Jego głos i Jego pukanie. Słyszenie dźwięków odbywa się we wnętrzu człowieka, tam musi dokonać się przemiana, musi dokonać się jakieś poruszenie, które doprowadzi do decyzji: otwierać czy nie. To słuchanie głosu Chrystusa jest nierozłącznie związane z wiarą: „Wiara przeto rodzi się z tego co się słyszy, tym zaś co się słyszy jest Słowo Chrystusa” (Rz 10, 17). Widać zatem, że na początku jest wiara, rodząca się ze słuchania Chrystusa. Wiara ta w sposób naturalny prowadzi do czynów. Tutaj jest to podejście do drzwi, uchwycenie klamki i otwarcie drzwi. Wszystko to jest wynikiem wolnego wyboru człowieka.

Można jednak przecież nie otwierać, co wówczas się stanie? Chrystus będzie stał i cierpliwie dobijał się do naszych drzwi. Chrystus jest natrętny w swoim pukaniu. Będzie kołatał raz ciszej, innym razem głośniej. Człowiek może przyjąć postawę zupełnej obojętności na to dobijanie się Zbawiciela. Może również patrzeć przez „Judasza” na bezskutecznie dobijającego się Chrystusa i w sercu podśmiewywać się z Niego. Wszystko jest kwestią ludzkiej wolności, której Bóg nie przełamie nigdy. Bynajmniej nie dlatego, że nie ma na to wystarczającej siły, ale dlatego, że nie chce.

Co jednak stanie się, gdy człowiek wpuści do środka Chrystusa? Będzie wtedy miała miejsce taka uczta, jaka nie śniła się nikomu na świecie. Chrystus nigdy nie przychodzi w gości z pustymi rękami. Często, gdy wydajemy przyjęcie, zastanawiamy się, czym by tu podjąć przybyłych. Z Chrystusem jest inaczej. On przychodzi ze swoim prowiantem. Obdarza człowieka niezliczonymi darami, spośród których największym jest On sam.

Wspólne wieczerzanie z Chrystusem jest ostatecznym celem i spełnieniem życia ludzkiego. Tylko siedząc ramię w ramię z Jezusem przy wspólnym stole człowiek będzie autentycznie szczęśliwym. Pozorem szczęścia jest natomiast samotne przebywanie za zamkniętymi drzwiami. Niezbędne jest otwarcie, zarówno drzwi, jak i serca, by stać się uczestnikiem wiecznej biesiady.

Dariusz Hryciuk

Zobacz również

Comments are closed.

-->