Świadczyć dobro cierpieniem… Świadczyć dobro cierpiącemu.. Refleksje nad „Salvifici doloris”

W roku 1984 ukazał się List Apostolski Jana Pawła II Salvifici doloris, list o chrześcijańskim sensie ludzkiego cierpienia. Sam Papież był już wówczas doświadczony cierpieniem, jakiego doznał z powodu zamachu na swoje życie. Dwukrotny pobyt w poliklinice Gemelli czynił go już wtedy praktykiem, a nie teoretykiem cierpienia.

List ukazał się w roku Jubileuszu Odkupienia i ten temat kształtuje jego treść. Konsekwentny wykład o zbawczej roli cierpienia, które za przyczyną Chrystusa nabrało sensu w wymiarze wiecznym, obfituje w cytaty i przykłady z Pisma Świętego. Właściwością każdej lektury jest indywidualny odbiór, własne odczytanie i refleksja, która wychodzi poza dosłowne znaczenie tekstu. Taka subiektywna selekcja może stać się udziałem każdego czytelnika. Tym bardziej, że list apostolski do chorych bogaty jest w ważne przemyślenia, z trudem dokonałam wyboru fragmentów dla mnie najistotniejszych. Każdy cytat został oznaczony numerem rozdziału i punktu, z którego pochodzi.

Cierpienie zdaje się przynależeć do transcendencji człowieka: jest jednym z tych punktów, w których człowiek zostaje niejako „skazany” na to, ażeby przerastał samego siebie — i zostaje do tego w tajemniczy sposób wezwany (I, nr 2).

Bóg nas nie pyta o zgodę na to wezwanie. Ale to też nie jest do końca prawda. Żeby podołać temu wezwaniu, trzeba je najpierw zaakceptować, wyrazić zgodę po fakcie, zgodę, która po ludzku rzec biorąc nie ma znaczenia, a jednak wyraża ludzką wolność i ufność.

Człowiek cierpi z powodu zła, które jest jakimś brakiem, ograniczeniem lub wypaczeniem dobra. Można by też powiedzieć, że człowiek cierpi z racji dobra, które nie jest jego udziałem, od którego został niejako odcięty lub którego sam się pozbawił. Cierpi w szczególności wówczas, kiedy to dobro — w normalnym porządku rzeczy — „winno” być jego udziałem, a nie jest (II, nr 7).

W paradoksalny sposób to cierpienie, ból odsłaniają i udowadniają istnienie dobra.

Cierpienie ma służyć nawróceniu, czyli odbudowaniu dobra w podmiocie, który w wezwaniu do pokuty może rozpoznać Miłosierdzie Boże. Pokuta ma na celu przezwyciężenie zła, które pod różną postacią drzemie w człowieku, oraz ugruntowanie dobra zarówno w nim samym, jak też w stosunkach z innymi, a zwłaszcza z Bogiem (III, nr 11).

W czasach Starego Testamentu cierpienie utożsamiano z karą za grzech. I choć Księga Hioba podważa to przekonanie, było ono aktualne w czasach Chrystusa. Ale wciąż zdarza się, że cierpienie jest zawinione, sprowokowane czy wręcz wypracowane przez człowieka. Tylko trudno się do tego przed sobą samym przyznać.

Człowiek „ginie”, gdy traci „życie wieczne”. Przeciwieństwem zbawienia nie jest więc samo tylko doczesne cierpienie — jakiekolwiek — ale cierpienie ostateczne: utrata życia wiecznego, odrzucenie od Boga, potępienie. Syn Jednorodzony został dany ludzkości, aby ochronić człowieka przede wszystkim od tego ostatecznego zła i ostatecznego cierpienia (IV, nr 14).

Kto boi się ostatecznego cierpienia? Człowiek jest tak zanurzony w teraźniejszości i skupiony na złu, które go spotyka teraz, że nie obejmuje wyobraźnią zła ostatecznego.

Zawiera się w cierpieniu jakby szczególne wezwanie do cnoty, którą człowiek musi wypracowywać ze swojej strony. Jest to cnota wytrwałości w znoszeniu tego, co dolega i boli. Czyniąc to, człowiek wyzwala nadzieję, która podtrzymuje w nim przeświadczenie, że cierpienie go nie przemoże, nie pozbawi właściwej człowiekowi godności wraz z poczuciem sensu życia. I oto ten sens się objawia wraz z działaniem miłości Bożej, która jest największym darem Ducha Świętego (V, nr 23).

Zdobywanie cnoty wytrwałości trwa często przez wiele, wiele lat, przez całe życie. I może jest umiejętnością najtrudniejszą do uzyskania, bez podręczników, poradników i uniwersytetów.

Poprzez wieki i pokolenia stwierdzono, że w cierpieniu kryje się szczególna moc przybliżająca człowieka wewnętrznie do Chrystusa, jakaś szczególna łaska. (…) Nie zawsze ten proces wewnętrzny przebiega jednakowo. Często z trudnością się rozpoczyna i nawiązuje. (…) Można jednakże przyjąć, że prawie każdy wchodzi w cierpienie z typowo ludzkim sprzeciwem oraz z pytaniem „dlaczego”. (…) Niejednokrotnie zapewne stawia to pytanie również Bogu — i stawia wobec Chrystusa. Nie może przy tym nie dostrzegać, że Ten, wobec kogo stawia swe pytanie, sam cierpi — a więc, że chce mu odpowiadać z Krzyża, z pośrodku swego własnego cierpienia. Trzeba jednakże nieraz czasu, nawet długiego czasu, ażeby ta odpowiedź zaczęła być wewnętrznie słyszalna (VI, nr 26).

Ktoś kiedyś trafnie zauważył, że Bóg odpowiada na nasze pytania na sposób korespondencyjny; nie spieszy się, czeka na sprzyjające okoliczności, aby Jego odpowiedź była wyrazista, a jednocześnie możliwa do przyjęcia. Dba również o to, by odbiorca odpowiedzi był na nią gotowy.

Odpowiedź, która przychodzi przez takie uczestnictwo na drodze wewnętrznego spotkania z Mistrzem, jest z kolei czymś więcej niż tylko oderwaną odpowiedzią na pytanie o sens cierpienia. Jest to bowiem nade wszystko wezwanie. Powołanie. Chrystus nie wyjaśnia w oderwaniu racji cierpienia, ale przede wszystkim mówi: „Pójdź za Mną!” Pójdź! Weź udział swoim cierpieniem w tym zbawianiu świata, które dokonuje się przez moje cierpienie! Przez mój Krzyż. W miarę jak człowiek bierze swój krzyż, łącząc się duchowo z Krzyżem Chrystusa, odsłania się przed nim zbawczy sens cierpienia. Człowiek nie odnajduje tego sensu na swoim ludzkim poziomie, ale na poziomie cierpienia Chrystusa (VI, nr 26).

Nie sposób cierpienia zrozumieć na początku drogi, nie sposób zrozumieć po ludzku. Realizowanie swego życia pomimo cierpienia i pomimo niewiedzy o jego sensie może doprowadzić człowieka do rozpaczy lub pozwolić mu wejść na drogę zdobywania sensu w świetle wiary. Jest to proces, który przekracza ludzkie życie.

Cierpienie nie tylko wyniszcza człowieka w nim samym, ale zdaje się czynić go ciężarem dla drugich. Człowiek czuje się skazany na ich pomoc i opiekę, a równocześnie sam zdaje się sobie niepożytecznym. Odkrycie zbawczego sensu cierpienia w zjednoczeniu z Chrystusem przeobraża to przygnębiające poczucie. Wiara w uczestnictwo w cierpieniach Chrystusa niesie w sobie tę wewnętrzną pewność, że człowiek cierpiący „dopełnia braki udręk Chrystusa”, że w duchowym wymiarze dzieła Odkupienia służy, podobnie jak Chrystus, zbawieniu swoich braci i sióstr. Nie tylko więc jest pożyteczny dla drugich, ale, co więcej — spełnia służbę niczym niezastąpioną (VI, nr 27).

Samo przekonanie, że także człowiek cierpiący jest na swoim miejscu, nikomu nie zabiera powietrza i światła, i nie tylko nie niszczy cudzego życia, ale może je nawet ubogacić – i to z woli, i poręki Boga – daje poczucie pewności, że duchowy fundament zmiennego świata jest niezmienny.

„Chrystus nauczył człowieka równocześnie świadczyć dobro cierpieniem — oraz świadczyć dobro cierpiącemu. W tym podwójnym aspekcie odsłonił sens cierpienia do samego końca” (VII, nr 30).

Ewa Kuźniar

Tekst ukazał się pierwotnie w „Biuletynie Miłośników Dobrej Książki” Tolle et lege, nr 3 (16) 2008.

Zobacz również

Comments are closed.

-->