Refleksja wielkopostna. O postawie klęczącej
Często mówi się, że chrześcijaństwo poradziło sobie z problemem obecnym w pierwszych wiekach, który dotyczył radykalnego przeciwstawienia duszy i ciała. Czasem mam co do tego poważne wątpliwości.
Ten problem niewątpliwie nie istnieje w celebracji liturgicznej, pełnej licznych gestów, które wyrażają konkretne treści. Do ważności poszczególnych sakramentów, a szczególnie do ich godziwości jest potrzebna materia oraz forma. Np. Eucharystia nie może się odbyć bez obecności realnego chleba i wina i głośnego wypowiedzenia słów konsekracji. Realne fizyczne – że tak to nazwę – rekwizyty i słowa wpływają na istotową przemianę kawałka białego opłatka w Ciało Boga. Świat materialny przenika się z duchowym w sposób dogłębny.
Podobnie jest z postawami podczas liturgii eucharystycznej. Jest obecna zarówno postawa stojąca, która oznacza gotowość do działania, postawa siedząca, charakteryzująca się skupieniem, zasłuchaniem, rozważaniem treści, jakich wysłuchujemy. I wreszcie postawa klęcząca, będąca wyrazem pokory, wyrazem małości wobec Boga i Misteriów w jakich uczestniczymy. Mają też miejsce skłony, które są wyrazem czci oddawanej Osobom Boskim czy świętym. Ciało i dusza wyrażają więc to samo.
Jednak dostrzegam pewien kłopot. Znając liturgię dość głęboko, dostrzegam niezwykłe zaniedbania właśnie w tej warstwie dotyczącej gestów u osób duchownych. Jakże rzadko można spotkać księdza, który wykonuje wszystkie obowiązkowe przecież i wymienione w Mszale skłony. Księża zwyczajnie nie przykładają do tego wagi. Taki kapłan wychwala duszą i ustami, jego ciało pozostaje bierne.
Jakże niewielu duchownych chce również nauczyć wiernych absolutnie obowiązkowego, najważniejszego w liturgii skłonu, mającego miejsce w czasie Credo podczas wypowiadania słów o Wcieleniu. Ważne, że motłoch mówi, uczyć ich jeszcze skłonów to nam się nie chce. W ten sposób ludzie wychwalają duszą i ustami, ciało pozostaje bierne.
Ewidentnie brakuje także wyjaśnień znaczenia oraz wagi poszczególnych postaw, gestów i czynności wykonywanych podczas liturgii. W kazaniach praktycznie się o tym nie mówi. Po prostu to, co wiąże się z ciałem ludzkim spycha się na absolutny margines. Podkreśla się wewnętrzne nastawienie, ale pomija się konieczność równoczesnego wyrażenia tego swym ciałem. Nie ma się przecież modlić jedynie dusza, ale cały człowiek.
Wydaje się, że to jest powodem tego, że w domowych praktykach ludzie kompletnie nie zwracają uwagi na wagę postawy ciała na modlitwie. Ten problem jest bowiem bardzo spłycony. W kościele robi się to, co wszyscy. Podczas modlitwy w domu wydaje się zaś, że nie ma to żadnego sensu. Nikt przecież nie patrzy, a ważne jest to, że dusza się modli.
Tymczasem Pismo Święte wydaje się być dalekie od takiego podejścia. Trzy krótkie argumenty ze Świętej Księgi. Już u jej początków widzimy, że Bóg stwarza całego człowieka na swój obraz i podobieństwo (Rdz 1,26). Nie tylko jego duszę. Jeśli tak, to nie można twierdzić, że tylko dusza jest podobna do Boga. Także ciało człowieka jest tym, co zostaje określone przez Boga jako „bardzo dobre” (Rdz 1,31). Bóg pragnie więc także tego, aby i nasze ciało oddawało mu hołd.
W księdze Daniela widzimy wyraźnie, że po zakazie oddawania czci (nieco upraszczam) komukolwiek innemu poza królem Dariuszem (Dn 6,8), prorok Daniel zostaje złapany na gorącym uczynku ponieważ, jak dawniej „trzy razy dziennie padał na kolana, modląc się i wielbiąc Boga” (Dn 6,11). Gdyby modlił się jedynie wewnętrznie, nikt nie mógłby nawet zauważyć, że się modli. Mimo to postawa ciała (tu konkretnie klęcząca) była dlań tak ważna, że nawet w obliczu zagrożenia życia absolutnie z niej nie zrezygnował.
I wreszcie postawa Jezusa podczas modlitwy w Ogrójcu. Jakże dobitnie Jego ciało okazuje w tym momencie uczucia. Jak bardzo jest On w swym bólu oddany Ojcu nie tylko przez nastawienie duszy, ale i wyrażającą je postawę ciała (Mt 26,39; Mk 14,35-36).
To tylko trzy przykłady biblijne, które można by mnożyć. Ja chcę dziś zwrócić uwagę konkretnie na postawę klęczącą. Dlaczego? Bo to jeszcze do niedawna główna postawa kojarzona z modlitwą, której znaczenie – może szczególnie u ludzi młodych – jakoś się rozmyło. Motywy tej utraty rangi podałem powyżej, natomiast teraz pragnę wskazać kilka powodów, dla których uważam, iż postawa klęcząca jest absolutnie konieczna do praktykowania zarówno podczas modlitwy wspólnotowej, jak i rodzinnej.
- Praktykując tę postawę człowiek modli się całym sobą. Ciało potwierdza to, co wyraża jego wnętrze.
- Postawa klęcząca pozwala uświadomić sobie naszą małość w stosunku do Boga. Przypomina nam, jak bardzo jesteśmy od niego zależni. W naturalny sposób w pewnym stopniu chroni nas przed pychą i zapatrzeniem w siebie.
- Jest ona również pewnym rodzajem świadectwa. Gdy ktoś widzi, że klękasz przed Bogiem, wie, że się modlisz. Wiem z doświadczenia, że jeśli ktoś nigdy nie klęka do modlitwy, w sumie nie można zobaczyć czy on się rzeczywiście modli, czy nie (zwłaszcza jeśli nie czyni również znaku krzyża).
- Szczególnie ważne wydaje się, by rodzice modlili się w postawie klęczącej z własnymi dziećmi, gdyż to dla małego dziecka niesamowite, gdy podziwiany przez nie ojciec czy matka padają na kolana przed kimś jeszcze większym od siebie. Poza tym to właśnie najlepszy sposób na to, by w późniejszym czasie i dziecko nauczyło się modlitwy w tej postawie.
Nie chcę być źle zrozumiany. Nie uważam, że każda inna postawa podczas modlitwy jest zła czy niegodna. Absolutnie nie. Człowiek może się modlić, gdy idzie ulicą, gdy leży w łóżku i w wielu innych sytuacjach. Twierdzę, tylko że także modlitwa w postawie klęczącej musi być w życiu człowieka obecna. Rozpoczęliśmy nie tak dawno kolejny Wielki Post naszego życia. Może warto rozważyć tę sprawę? Może warto – przynajmniej od czasu do czasu – także w swoim domu padać na kolana przed Bogiem?
Paweł Pomianek