Pytanie o sens cierpienia
Przez Chrystusa i w Chrystusie rozjaśnia się zagadka cierpienia i śmierci, która przygniata nas poza Jego Ewangelią (Sobór Watykański II, Konstytucja duszpasterska o Kościele w świecie współczesnym Gaudium et spes, nr 22).
„Nie mówcie za dużo o cierpieniu” – wyszeptał kilkakrotnie kard. Marty, arcybiskup Paryża. Gasnącym głosem, na krótko przed agonią. Po dziś dzień księża francuscy powtarzają te słowa z powagą i zadumą.
Z drżeniem należy więc sięgać po pióro. Jan Paweł II pisał w Salvifici doloris: „Cierpienie ludzkie budzi współczucie, budzi także szacunek – i na swój sposób onieśmiela”. Człowiek jest bowiem w swoim cierpieniu nietykalną tajemnicą. Ale jednocześnie jest coś, co każe owo onieśmielenie przezwyciężać. Tym czymś są najgłębsze treści, perspektywy wiary, w imię której i mocą której należy się ośmielić. Źródłem tej odwagi jest Krzyż – „tajemnica Bożej mądrości” (1 Kor 2, 1-16).
Odwagi dodaje również troska o tych, w których sercu, pod wpływem różnych form własnego lub cudzego bólu, rodzi się bunt, zwątpienie, czy nawet decyzja odejścia. „W głębi każdego z osobna cierpienia doświadczanego przez człowieka, a zarazem u podstaw całego świata cierpień, nieodzownie pojawia się pytanie: dlaczego?” – powiada Papież. Człowiek stawia je głównie Bogu, jako Stwórcy i Panu świata. „I jest rzeczą dobrze znaną” - czytamy w Salvifici doloris – „że na gruncie tego pytania dochodzi nie tylko do wielorakich załamań i konfliktów w stosunkach człowieka z Bogiem, ale bywa i tak, że dochodzi do samej negacji Boga”.
Potwierdzeniem tych słów jest leżący w tej chwili przede mną wstrząsający dokument. List niemieckiego żołnierza spod Stalingradu, wysłany na krótko przed śmiercią nadawcy, śmiercią zimna i głodu. Adresatem jest ojciec, protestancki pastor. Już pierwsze zdanie listu – pisanego jakby na przekór bólowi, chłodną, klarowną niemczyzną – wprowadza w tragizm tamtego doświadczenia: In Stalingrad die Frage nach Gott stellen, heisst sie verneinen (Postawić pytanie o Boga w Stalingradzie znaczy odpowiedzieć na nie negatywnie). I dalej: „Szukałem Boga w każdym leju po bombie, w każdym zburzonym domu, wszędzie, w każdym koledze, leżąc w okopach, także w niebie. Bóg się nie ukazał, choć moje serce krzyczało do Niego. Domy zniszczone, koledzy tak waleczni i tchórzliwi jak ja, rządzi tu głód i mord, z nieba lecą bomby i ogień. Tylko Boga tu nie ma. Nie, Ojcze, nie ma żadnego Boga. Wiem, że to jest straszne i nie do naprawienia we mnie. A jeśli jednak miałby być jakiś Bóg, to tylko u Was, w śpiewnikach kościelnych i modlitwach, w pobożnych kazaniach księży i pastorów, w dźwięku dzwonów i zapachu kadzidła. Ale nie pod Stalingradem”.
Istnieje zawsze pokusa udzielania pouczeń łatwych i płytkich, urągających Bogu i tajemnicy cierpiącego człowieka. Pokusa odpowiedzi w stylu Leibniza („to i tak najlepszy z możliwych światów”), w stylu przyjaciół Hioba („zgrzeszyłeś – teraz cierpisz karę”), w stylu dewocyjno-cynicznym („za mało w tobie zaufania Bogu”), w wielu złych stylach zresztą. Fałszywa tonacja tych rad bierze się stąd, że udzielający ich nie mają najczęściej w tym momencie rozdartych bólem ciał i dusz. Nie dokonują też wysiłku autentycznego „współ-czucia” – w głębokim sensie tego terminu. Więc słowa przychodzą łatwo i bez zahamowań. „Nie mówcie za dużo o cierpieniu”.
Więc jak? O prawdę należy pytać Boga.
Odpowiadający Bóg nie rani cierpiącego i cierpienia wielosłowiem, nie mnoży argumentów. Właściwie Pismo Święte nie dostarcza żadnych racjonalnych argumentów i tłumaczeń. Jedyną – milczącą pełną i ostateczną – odpowiedzią Boga jest Jezus Chrystus, „Mąż boleści, oswojony z cierpieniem” (Iz 53, 3) i Boży Syn w jednej osobie.
Sięgnijmy jeszcze raz do ludzkich doświadczeń utrwalonych w literaturze. Żona Fiodora Dostojewskiego pisze w Dzienniku: „Obraz Hansa Holbeina przedstawia Chrystusa, którego ciało zdjęte z krzyża, po nieopisanych męczarniach wykazuje już ślady rozkładu… Obraz ten wywarł na Fiodorze tak wstrząsające wrażenie, że stanął przed nim jak skamieniały. Na jego twarzy malowało się przerażenie”. W trzy miesiące później Dostojewski pisze Idiotę. W usta księcia Myszkina wkłada słowa: „Przecież przed tym obrazem można stracić wiarę”, „Jak wielu osłupiało na Jego widok” – przychodzą na myśl natchnione słowa Izajasza (52, 14)…
Uderzający jest paralelizm opisanych doświadczeń żołnierza Wehrmachtu i rosyjskiego pisarza. Uderzające podobieństwo skutków dotknięcia cierpienia tak ogromnego, że wstrząsa ono podstawami wiary, prowadzi do Izajaszowego „osłupienia”. A jednocześnie podobieństwo to podprowadza na próg sensu, zbliża do odkrycia, Kim jest Bóg jeśli schodzi On na samo dno otchłani ludzkiego bólu. Na poziomie serca i wiary staje się tu możliwe usłyszenie Jego odpowiedzi na pytanie „dlaczego?”.
Bóg odpowiada Słowem, którym jest On sam. Odpowiada z Krzyża, ze środka własnego cierpienia. Bóg-Miłość jest odpowiedzią Boga na pytanie o sens cierpienia. Pozostaje ono nieprzeniknioną tajemnicą na poziomie umysłu, ale staje się sensem na poziomie nauki Krzyża.
Chrystus nie odpowiada wprost, w oderwaniu jakąś superracjonalną teorią nie do zbicia. Nie odpowiada nauczaniem, ale własnym cierpieniem. Nie tłumaczy cierpienia, ale je przezwycięża, cierpiąc aż do końca. Schodzi w najgłębszą przepaść cierpienia, bierze je na siebie. Lepiej: Bóg bierze je do siebie, w siebie. Pokazuje, że najbardziej absurdalne poniżające i bezsensowne w wymiarze ludzkiej logiki cierpienie – jakim było ukrzyżowanie Bożego Syna i „zniszczenie” dzieła Jego ludzkiego życia – posiada niesłychany, nieprzeczuwalny wręcz sens zbawczy, przemieniający ohydę zła i bólu w świt wielkanocnego poranka.
Odpowiedź Boga jest jednocześnie wezwaniem. Cierpiący człowiek jest zaproszony do stopienia własnego krzyża z Krzyżem w jedno, do odkrycia sensu cierpienia na poziomie cierpienia Chrystusa, na poziomie Odkupienia. Ten związek przezwycięża poczucie nieużyteczności bólu. „W moim ciele dopełniam braki udręk Chrystusa” – pisze św. Paweł (Kol 1, 24). Odkupienie, owoc Chrystusowego Krzyża, jest stale otwarte na każdą miłość, która wyraża się w ludzkim cierpieniu. Każdy, najbardziej nawet niszczący, upodlający, „bezsensowny” ból – znajduje tu swój sens. Jest to sens ofiarowany ludzkiemu cierpieniu w Krzyżu Chrystusa.
Ks. Jerzy Szymik
Tekst pochodzi z książki ks. Profesora pt. „Kocham teologię! Dlaczego?”