Niewierzący-praktykujący. Co zrobić?

Choroba, o której tu będzie mowa, atakuje różne wartości. Nie jest tylko niedomogiem wiary. Rozdźwięk pomiędzy pustką serca a maskującą ją „bogatą” otoczką zewnętrzną, ów rodzaj niszczącej człowieka nieprawdy (mającej „wciskać kit” komu? Bogu? ludziom? sobie?) nie jest jedynie charakterystyczny dla wiary. Takie pęknięcie może np. wystąpić w sferze miłości. Wyobraźmy sobie dwóch starych kumpli, po których przyjaźni zostały już tylko zgliszcza. Podają sobie ręce, prowadzą wysilone rozmowy, udają tęsknotę za sobą. Odgrywają przedstawienie, kłamią. Albo: dzieci i rodzice w jednym mieszkaniu. Po miłości ani śladu. Ale pozostał wyrażający ją (mający ją wyrażać!) rytuał: wspólne posiłki, wspólne pieniądze, wspólne wakacje, prezenty. Sytuacja nieprawdziwa i przez to nieznośna. Albo: małżonkowie. Miłość wypalona. Ale pozostało przyzwyczajenie do praktyk, które kamuflują jej śmierć: wspólny stół, wspólne łoże, wspólny dach. „Nie miłujący”, ale „praktykujący”…

Nie tylko wiara może więc być udawana. Zjawisko jest o wiele szersze. Wiąże się z problemem czasu, trwania, naszego duchowego lenistwa, z brakiem pracy nad wartościami. Wiąże się ze słabością ulegania wygodzie, nieprawdzie. Pozostaje pusty znak pozbawiony treści.

Skoncentrujmy jednak uwagę na samej wierze. Czym ona jest w swej istocie? Jest obejmującym wszystko planem życia i postawą egzystencjalną. Wierzyć znaczy: mieć swą moc w Bogu, ufać Mu, budować na Nim, w Nim znajdować niewzruszoną ostoję i treść całego życia. Wierzyć, to powiedzieć Bogu „tak” ze wszystkimi konsekwencjami. Wiara nie jest tylko uczuciem, tylko aktem rozumu, tylko spełnianiem praktyk, jakimś „tylko”. W wierze gra idzie o całego człowieka. Jeśli nie obejmuje ona wszystkich sfer ludzkiego życia, to staje się chora, skarlała. Obumiera i zanika.

Co robić, jeśli serce jest puste, praktyki (niedzielna msza św., sakramenty) pozostały, ale mówią już nieprawdę, tzn. serce i rozum są daleko od Boga, etyka również. Młody czytelnik będzie z pewnością skłonny odpowiedzieć: w imię prawdy należy zrezygnować z praktyk. Starszy, być może, też… Odpowiadam: nie, to nie jest dobre rozwiązanie. Należy z praktyk odbudować treść, którą wyrażają; dzięki nim, poprzez nie – nigdy zamiast nich. Chrześcijańskie „praktyki” to nie magiczny i pusty rytuał. To przestrzeń spotkania z Bogiem!! Rezygnacja z praktyk jest tylko pozornym opowiedzeniem się po stronie dobra (tzn. prawdy). W gruncie rzeczy będzie to ostateczne zabójstwo wiary. Należy więc wykorzystać je „do końca”, odkryć na nowo ich treść. Jak to zrobić?

1) przez szczerą osobistą modlitwę;

„Zaradź memu niedowiarstwu” (Mk 9,24). Wiara jest łaską. Niezasłużoną, darmo daną. Czy nam się to podoba, czy nie – jest darem Boga. Można ją wyprosić. Proszącym o chleb, rybę i jajko, Bóg nie daje kamienia, węża i skorpiona (Łk 11,11-12). Nie jest nieczuły na prośby człowieka, ale „udziela Ducha Świętego tym, którzy Go proszą” (Łk 11,13).

2) przez oczyszczanie serca;

Bardzo często blokadą dla wiary jest grzech, życie w grzechu. Trwanie w grzechu zabija wiarę.

3) przez pogłębianie swojej wiedzy na tematy religijne;

Jeśli niczego w tej dziedzinie nie czytam, jeśli już nie czytam, nie pogłębiam – pozostanę analfabetą wiary. Wiara jest sztuką, która się rozwija i nad którą trzeba pracować.

I bardzo ważna uwaga: ostrożnie z etykietkami. Ostrożnie z wyciąganiem palucha i surowym sądem: o, ta baba bywa codziennie w kościele (praktykująca), ale jej życie jest złe (niewierząca). Ostrożnie. Granica między wiarą i niewiarą nie tyle przebiega między ludźmi, ile przechodzi przez serce każdego człowieka. Mam świadomość, że również przez serce piszącego te słowa. Dlatego modlę się z pokorą: „Wierzę, zaradź memu niedowiarstwu. Przymnóż mi wiary” (Mk 9,24; Łk 17,5). Dlatego staram się oczyszczać moje serce. Dlatego czytuję to i owo. I ufam, że Bóg mi nie odmówił łaski wiary. Bo kocha.

Ks. Jerzy Szymik

Tekst pochodzi z książki ks. Profesora pt. „Kocham teologię! Dlaczego?”

Zobacz również

Comments are closed.

-->