Mowa gór i język morza
W góry i nad morze. Dwa główne kierunki naszych wakacyjnych tęsknot i wypraw. Wielu z nas przechowuje w pamięci jakieś niezapomniane chwile przeżyte w Beskidach, Gorcach, Łebie czy Darłówku… Niektórzy wstawią zapewne w ostatni „trzykropek” Adriatyk, Alpy, a może jeszcze bardziej egzotycznie brzmiące nazwy.
Góry i morze. Dwa wielkie symbole-obrazy w dialogu Boga z człowiekiem. „Ci, którzy Panu ufają, są jak góra Syjon” (Ps 125, 1), „Wznoszę swe oczy ku górom: skądże nadejdzie mi pomoc?” (Ps 121, 1), „Góry otaczają Jeruzalem: tak Pan otacza swój lud i teraz, i na wieki” (Ps 125, 2) – modli się i poucza Psalmista. Dla Ojców Kościoła morze było ciemną, przepastną głębią, straszną otchłanią obrazującą królestwo szatana i demonów. Na jednej ze średniowiecznych miniatur, w dziełku przeoryszy Herrady z Landsbergu, pt. Hortus deliciarum, Bóg wydobywa z głębiny morskiej szatana złowionego na wędkę, przy której końcu znajduje się Chrystus jako przynęta… W chrześcijańskiej wyobraźni trwale zadomowił się obraz Kościoła-łodzi, płynącego pewnie wśród sztormów po morzu tego świata.
Góry i morze. Jeśli jest psychologiczną i duchową prawdą, że „kochającej wszystko mówi o ukochanym”, to zasada ta odnosi się szczególnie do miłości łączącej Kościół z Chrystusem, człowieka z Bogiem – idąc tropem Pieśni nad Pieśniami i Pawłowych porównań. A więc wędrując o zmierzchu brzegiem bałtyckiej plaży czy ocierając pot na Czerwonych Wierchach, pamiętajmy, że przebywamy w sferze Głosu, który od początku świata przemawiał do religijnej wrażliwości człowieka wszystkich czasów poprzez piękno i potęgę przyrody.
Na kartach Pisma Świętego wygląda to tak:
Góry
W symbolice biblijnej są one bliższe Boga niż równiny. Skierowane ku niebu szczyty górskie uważano za miejsca zamieszkiwania Najwyższego, którego majestat ukrywa się „wysoko”, za obłokami. Dlatego spojrzenie „ku górze” jest wyrazem religijnego zwrócenia się ku Temu, który jest „Bogiem gór” – jak Aramejczycy nazywali Boga Izraela (1 Krl 20, 23).
Wszystkie kluczowe dla starotestamentalnej historii zbawienia wydarzenia miały bezpośredni związek z górami. Były one uprzywilejowanym miejscem Boskich objawień, słów, ingerencji, cudów. Na górze Moria (nazwa ta oznacza: „Na wzgórzu Pan się ukazuje”) miał być złożony w ofierze Izaak (Rdz 22, 2. 14). U stóp góry Horeb rozmawiał Bóg z Mojżeszem ze środka płonącego krzewu (Wj 3, 1-5). Na szczycie góry Synaj przekazał Jahwe Izraelitom kamienne tablice przykazań (Wj 19). Kiedy została zdobyta Jerozolima, górę Syjon uznano za miejsce obecności Bożego majestatu. „Stanie się na końcu czasów – prorokuje Izajasz (2, 2) – że góra świątyni Pańskiej stanie mocno na wierzchu gór i wystrzeli ponad pagórki. I wszystkie narody do niej popłyną”. O „górskich” psalmach już wspominaliśmy.
Góra należy również do częstych i najważniejszych obrazów metaforycznych teologii Nowego Testamentu. Góry w życiu Jezusa – to symboliczne kamienie milowe na drodze zbawiania człowieka, czyli na drodze wiodącej z ziemskiej niziny ku niebieskiej wyżynie. Główny zrąb swojej nauki wygłosił Jezus w „Kazaniu na Górze” (Mt 5, 1-12). Na górze również zostało wybranych Dwunastu (Mk 3, 13n). Jezus często wstępuje „na górę, żeby się modlić” (Mt 14, 23). Przemienia się wobec uczniów na górze Tabor (Mt 17, 1-8), śmiertelnego lęku i krwawego potu doświadcza na Górze Oliwnej (Łk 22, 39-46). Krzyż, narzędzie zbawienia, zostaje zatknięty na szczycie góry Kalwarii. W Apokalipsie powraca zaś prastary obraz góry Syjon – twierdzy niezłomnej świętości i ostatecznego zwycięstwa Boga, niebieskiego Jeruzalem.
Morze
Jego symbolika nie jest tak jednoznaczna i prawie krystalicznie pozytywna jak gór. Sięga ono przecież w jakąś nieznaną, przepastną głębię, w niezbadaną otchłań, rozciąga się „w dół”, przeraża hukiem fal, zagraża życiu, zwodzi pozornym spokojem swej łagodnej powierzchni. Jest tajemniczym chaosem – podległym jednak Stwórcy, podkreśla Biblia, i zależnym od Niego. To Bóg, kiedy już niebo i ziemia zostały stworzone, a „ciemność była nad powierzchnią wód” (Rdz 1, 2), „osadził ziemię na morzach i utwierdził ponad rzekami” (Ps 24, 2). Stwórca opanował pierwotny chaos i odtąd „bezmiar wód” może wyrażać coraz obfitsze błogosławieństwo (Rdz 1, 6n; 49, 25). Dla Jonasza i Hioba morze jest jednak rzeczywistością – tak w sferze symbolu, jak i realiów – zagrażającą największemu dobru człowieka: życiu. „Głębie oceanu” są dla nich ściśle związane ze śmiercią, ze „światem umarłych” (Jon 2, 2-7; Hi 38, 16n). Stary Testament wykorzystuje też często obraz morza dla wyrażenia niestałości i niewierności człowieka, który jak fala upada, wzbija się w górę i ponownie upada… Tylko sam Wszechmogący Bóg potrafi uspokoić wzburzone morze, wygładzić jego fale, uśmierzyć zgiełk narodów (Ps 65, 8), który jest jak huk nieposłusznego oceanu.
Dlatego tak ogromne znaczenie dla objawienia boskości Jezusa Chrystusa ma ewangeliczna scena uciszenia burzy na morzu czy wędrówki Mistrza po wodach Genezaret. Tylko Bogu, którym jest Jezus, podlega ten śmiertelny dla człowieka żywioł – uczy Biblia. W Nowym Testamencie często mamy także do czynienia z metaforą morza jako obrazu świata i ludzkości. Sieć rybacka (Mt 13, 47), rybak łowiący ludzi (Mk 1, 17), ryby „złe i dobre” – to konsekwencje tej właśnie symboliki.
***
Góry i morze. Wpatrzeni w ich majestat, wsłuchani w ich ciszę i głos – chciejmy zobaczyć i usłyszeć coś więcej. Może będzie to jakaś odmiana biblijnej symboliki, a może usłyszymy – w górach i nad morzem – coś bardzo intymnego, przeznaczonego tylko dla naszego serca… Może coś nowenn zrozumiemy z prawdy o naszym życiu, zbawieniu.
Bo „kochającej wszystko mówi o ukochanym”.
Ks. Jerzy Szymik
Tekst pochodzi z książki ks. Profesora pt. „Kocham teologię! Dlaczego?”