Maryja w refleksji wielkopostnej

Przed rokiem w swoim felietonie wielkopostnym pisałem o znaczeniu postawy klęczącej podczas modlitwy prywatnej. W tym roku podejmę temat, który dotyka głównego pola moich zainteresowań teologicznych –miejsca Matki Bolesnej w naszym przeżywaniu Wielkiego Postu.

W roku liturgicznym i katolickiej pobożności w wydaniu ludowym często dochodzi do przeakcentowań w kulcie osoby Matki Chrystusa. Wydaje się jednak, że – o dziwo – w tym najistotniejszym okresie liturgicznym, gdy przeżywamy najgłębsze tajemnice naszej wiary – w których Maryja tak aktywnie brała udział – spychamy Maryję na dalszy plan (co może jedynie potwierdzać tezę o płytkości naszej rodzimej pobożności maryjnej).

Miejsce Maryi w pobożności wielkopostnej możemy w zasadzie ograniczyć do dwóch stacji Drogi Krzyżowej (czwartej i trzynastej) oraz do końcowej pieśni w każdej z części Gorzkich Żali. Warto jednak zauważyć, że w każdym z wymienionych momentów skupiamy się nad rzeczami podanymi jedynie przez Tradycję (szczerze mówiąc zastanawiam się, czy nie byłoby bardziej poprawnym napisanie jej w tym przypadku przez małe „t”). Ani spotkanie Jezusa z Matką, ani rozpacz Maryi w czasie Męki ani złożenie Syna w ramiona Matki nie zostały opisane w Biblii. Oczywiście są to bardzo piękne motywy i nie chodzi mi o to, by je rugować – zresztą jest w nich zaskakująca głębia – niemniej nauczanie ostatniego Soboru i późniejszych papieży mówi jednoznacznie, że najważniejsze w naszej pobożności maryjnej są te aspekty, które mają zakorzenienie w Biblii – które z niej wypływają.

I rzeczywiście żal, że właśnie w okresie Wielkiego Postu, gdy tych refleksji maryjnych może być do rozważania i naśladowania tak wiele, ogromnie rzadko do nich nawiązujemy. Pozwólcie, że w tym krótkim opracowaniu wspomnę choćby o najważniejszych. Niech to pozwoli głębiej przeżywać wiarę maryjną, niech pozwoli właściwie ustawić kult maryjny, który jest niezwykle istotny dla naszej duchowości.

Potwierdzenie fiat
W Wielkim Poście warto pamiętać o fiat Maryi. Nie tylko dlatego, że uroczystość Zwiastowania przypada zazwyczaj w czasie trwania tego okresu. Ale przede wszystkim dlatego, że fiat Maryi jest bardzo silnie związane z jej obecnością pod Krzyżem. Jan Paweł II naucza, że „pod Krzyżem – maryjne fiat (…) osiągnęło w mocy Ducha Świętego swój zenit: fiat Wcielenia odezwało się w całej dojrzałości wiary Bogarodzicy w pośrodku tajemnicy Odkupienia świata”. W tym momencie to, co zostało wypowiedziane przez Maryję niezdającą sobie jeszcze sprawy ze wszystkich konsekwencji przyjęcia misji Matki Syna Bożego, zostaje potwierdzone całkowicie świadomie w obliczu najgłębszego cierpienia

Matka pod Krzyżem
Pod Krzyżem dokonuje się chyba najważniejszy dla człowieka akt, jeśli chodzi o osobę Maryi – każdy z uczniów Chrystusa zostaje powierzony w Jej opiekę. Warto zauważyć kontekst, w jakim to się odbywa – jest to moment najgłębszego cierpienia Matki. A więc Maryja nie inaczej, ale jako Współcierpiąca zostaje nam dana za Matkę i Opiekunkę. Stąd nie będzie nadużyciem stwierdzenie, że jednym z najważniejszych sposobów obecności Maryi w naszym życiu jest właśnie Jej współcierpienie.

Współcierpiąca Matka
W kontekście współcierpienia chciałbym wrócić do fragmentu Rozmowy duszy z Matką Bolesną w II części Gorzkich Żali, gdyż myślę, że warto podkreślać te dobre akcenty, które są przyjęte w naszej pobożności, a jednak mało uwypuklone.

Dusza: O Maryjo, Syna swego, Ostrym cierniem zranionego, Podzielże ze mną mękę!
Maryja: Obym ja, Matka strapiona, Mogła na swoje ramiona Złożyć krzyż Twój, Synu mój!

To niezwykle głęboki tekst. Człowiek chciałby nieco ulżyć cierpieniom Matki Bolesnej, a tymczasem Ona nie tylko nie pragnie pocieszenia w swoim cierpieniu, ale jeszcze chętnie wzięłaby na swoje ramiona krzyż Swojego Syna. I myślę, że nie będzie nadużyciem, jeśli dopowiemy, że tym synem mogłaby być też dusza, z którą toczy się ów mistyczny dialog. Maryja jest bowiem mistrzynią cierpienia – chętnie cierpiałaby zamiast nas, chętnie pomogłaby nam w niesieniu naszych krzyży, nawet jeżeli sama już jest obarczona ciężarem współcierpienia.

Ofiarowanie swojego cierpienia Maryi
Wbrew pozorom cierpienie jest czymś najcenniejszym, co człowiek może ofiarować Bogu. Jezus Chrystus nie zbawił świata poprzez swoje cuda, poprzez pomoc drugiemu człowiekowi, nie zbawił przez swe nauczanie, ale zbawił świat przez swoją Mękę i śmierć. Warto pamiętać, że nasze cierpienie nie ma wartości samej w sobie, ale ma wartość jedynie w odniesieniu do cierpienia Chrystusa – czyli jako współcierpienie. Tymczasem Tradycja Kościoła jest jednomyślna w uznawaniu Maryi za wzór współcierpienia. Warto więc pamiętać z jednej strony o wzorowaniu się na Maryi w przeżywaniu naszego cierpienia, ale z drugiej strony – co może jeszcze istotniejsze – warto ofiarować swoje cierpienie Maryi i dopiero niejako wraz z Nią zanosić je przed Boży tron. Niech Osoba Maryi ubogaca nasze cierpienie.

Pobożność eucharystyczna

Eucharystia jest uobecnieniem Męki Chrystusa. A więc – jak mówi Jan Paweł II w Ecclesia de Eucharistia – uobecniona jest także obecność Maryi pod Krzyżem i scena oddania umiłowanego ucznia za Syna. Właśnie Wielki Post wydaje się najdoskonalszym okresem liturgicznym, gdy powinniśmy zwracać w szczególny sposób uwagę na tę eucharystyczną obecność Matki – ponieważ ma ona głęboki związek z Męką krzyżową Syna.

To oczywiście jedynie kilka aspektów, które zresztą można by z powodzeniem traktować jako jedną całość. Naturalnie, nie jest to również w żaden sposób wyczerpujące omówienie, ale jedynie zwrócenie uwagi na pewne aspekty. Myślę bowiem, że naprawdę warto szukać właściwego miejsca Maryi – Matki Bolesnej w refleksji wielkopostnej.

Paweł Pomianek

Tekst ukazał się pierwotnie w „Biuletynie Miłośników Dobrej Książki” Tolle et lege, nr 3 (16) 2008.

Zobacz również

Comments are closed.

-->