Gniewajcie się, a nie grzeszcie
„Przeklęty ten ich gniew, gdyż był gwałtowny, i ich zawziętość, gdyż była okrucieństwem!” (Rdz 49, 7). Te słowa wypowiedział Jakub do dwóch swoich synów przepowiadając im przyszłość. Słowa mocne i dosadne. Z pewnością nie chcielibyśmy podobnych usłyszeć. Czasem jednak dopiero czyjś gniew, czyjeś ostre słowo, a nawet przekleństwo sprawiają, że zaczynamy się zastanawiać nad naszym sposobem myślenia i postępowania. Takim wrogim słowem burzącym spokój sumienia może być również Biblia, liturgia, kazanie, rekolekcje.
Oto krótkie rozważanie na temat gniewu. Chodzi o to, czy trawiący nas gniew na nas samych, na innych i na Boga można wykorzystać ku dobremu? Nawrócenie, radykalna zmiana postawy jednak nie dokonuje się na poziomie tylko uczuć czy pobożnych praktyk, ale przede wszystkim pociąga za sobą zmianę myślenia. Czasem niestety potrzeba mocnego wstrząsu, kryzysu lub dramatu, by wejść na drogę bardziej wyraźnego i odpowiedzialnego podejścia do codzienności.
Powszechnie panuje opinia, że gniew jest złem, że należy się go wstydzić i unikać. Co jednak robić, gdy on się pojawia? Biec zaraz do spowiedzi, wypierać się go, czy może akceptować? Wydaje się, że żadna z tych odpowiedzi nie rozwiązuje problemu. Św. Jan Damasceński twierdzi np., że jest on „gorącością krwi około serca wywołaną parowaniem żółci”. Ta metafora dobrze oddaje niebezpieczeństwo i szczególność doświadczenia gniewu. Któż z nas życzy sobie ubytku na zdrowiu i osłabienia procesów życiowych, jak też pomieszania zmysłów i zaćmienia umysłu?
Tradycja Kościoła określa gniew jako jeden z grzechów głównych, pociągający za sobą inne grzechy. Jako gwałtowne uczucie może on wyrządzić wiele zła lub spowodować utrwalenie się w postaci nienawiści – łącznie z nienawiścią względem Boga. Ważne jest, by pamiętać, że nie chodzi o samo uczucie gniewu. Bóg stwarzając świat wiedział, że wszystko, co czyni, jest dobre. Zatem nasze naturalne reakcje, odruchy i uczucia nie mogą być ze swej natury złe. Grzech pojawia się wtedy, gdy nasza zła wola opanuje je i wypaczy. Przecież Jezus bywał zagniewany i wyraźnie to okazywał. Powodem Jego gniewu była zatwardziałość serc słuchających Go (por. Mk 3, 5) lub też bezduszna gorliwość o zachowanie sakralnego charakteru świątyni jerozolimskiej (por. Mk 11, 15; J 2, 15).
Stary Testament z kolei często wspomina o zagniewanym Jahwe karzącym i wymierzającym sprawiedliwość. Tak więc w Biblii – jak i w życiu – obok potocznego rozumienia gniewu niesprawiedliwego, a więc złego, bo niosącego śmierć, występuje gniew sprawiedliwy jako reakcja na ból powodowany wyniszczaniem dobra. Św. Tomasz z Akwinu tak to ujmuje: „Gniew ma swe źródło w przeciwnych sobie uczuciach: w nadziei, która odnosi się do dobra i w smutku, który dotyczy zła”. Mamy więc dwa sposoby przeżywania gniewu, analogicznie do dwóch możliwości wyboru stawianych Izraelowi przez Boga. Gniew może więc być i niestety bywa złem, jeśli zapanuje nad nami i włączy nas w dzieło zniszczenia. A przecież wolą Boga jest, abyśmy byli wolni, abyśmy to my panowali nad gniewem, a nie on nad nami. Ten emocjonalny żywioł wykorzystując naszą energię miażdży i rozwala międzyludzkie więzi. Odciąga od dialogu, a prowadzi do przemocy i zabija to, co dobre i delikatne. Burza ta przede wszystkim pustoszy zagniewanego, może też dotykać całe społeczeństwa, gdy np. wywołuje niesprawiedliwą wojnę.
Przestraszeni wymaganiami politycznej poprawności zaczynamy uważać, że każdy gniew jest nie na miejscu. Gniew obecny w mediach stępia naszą wrażliwość. Zniechęca ludzi młodych do uczciwego angażowania się w życie społeczne. W cieniu rozlicznych afer politycznych narasta gniew bezrobotnych i wykluczonych z różnych powodów ze społeczeństwa. Jako chrześcijanie powołani do naśladowania i postępowania za Chrystusem mamy prawo i obowiązek czuć się zagniewanymi na tych, którzy są winni takiego stanu rzeczy. Gniew na innych i na samych siebie kierowany na nasze niedbalstwo duchowe i marazm może pomóc nam wypracować postawę zaangażowania i współpracy w czynieniu dobra.
Jezus uderzony przez sługę Annasza nie unosi się gniewem, nie ucieka w cierpienie, nie skupia się na wyrządzonej mu krzywdzie, ale bijącemu stawia pytanie: „Jeżeli źle powiedziałem, udowodnij, co było złego. A jeżeli dobrze, to dlaczego Mnie bijesz?” W ten sposób Jezus pragnie obudzić w swoim krzywdzicielu jego sumienie, a tym samym skłonić go do zastanowienia nad postępowaniem, nad odpowiedzialnością za nie.
Na koniec warto zatrzymać się nad przestrogą św. Pawła: „Gniewajcie się, a nie grzeszcie: niech nad waszym gniewem nie zachodzi słońce!” Wskazanie to można rozumieć jako zachętę do szybkiego pojednania albo też jako wezwanie, by nie marnować tego naturalnego impulsu, lecz wykorzystać jako okazję do pogłębienia tych więzów, którym gniew zagrażał. Tak więc gniew możemy potraktować jako sygnał wzywający nas do uważnego rachunku sumienia.
Dariusz Hryciuk