Czym jest modlitwa?
Istnieją tysiące odpowiedzi na to pytanie. Szczególnie prawdziwe i bardzo mi bliskie są te, które mówią o miłości. Że modlitwa jest „myśleniem o Bogu z miłością”, że w czasie jej trwania „patrzymy na siebie nawzajem, Bóg i ja, i nieważne są słowa”, że „jesteśmy razem” czy też „trwamy przy sobie w gęstym milczeniu”.
Jeśli modlić się znaczy kochać Boga i bezinteresownie „tracić dla Niego czas” – to można to robić zawsze i wszędzie. Ale by tak było, potrzebne są chwile specjalnie jej poświęcone. I to chwile regularne, stałe, wystarczająco długie, wierne.
Bo jeśli modlitwa naprawdę jest miłością, to jej jakość należy mierzyć wiernością. Przecież to, czy ktoś kocha rzeczywiście (mąż żonę, matka dziecko, przyjaciel przyjaciela) poznać po tym, czy jest on wobec kochanego wierny. Nie po czułych słowach, chwiejnych i ulotnych emocjach, wzniosłych obietnicach, często większych niż realne możliwości, co zdarza się zakochanym. Modlitwa jednak to nie zakochanie, to miłość.
A ktoś, kto kocha, jest przy kochanym zawsze. Wtedy, gdy pada deszcz i wtedy, gdy świeci słońce, gdy jest „ciekawie” i wtedy, gdy bywa szaro, „nudno”. Przez miodowy miesiąc i przez następnych czterdzieści lat…
Modlić się znaczy kochać Boga. Wiernie. Wtedy modlitwa – takie jest prawo działania miłości – przemienia życie. I przynosi niezwykłe owoce.
Ks. Jerzy Szymik
Tekst pochodzi z książki ks. Profesora pt. „Kocham teologię! Dlaczego?”